TYB

On kocha ją, a ona kocha innego.

Dramat (i fanfiction, niech wam będzie), w którym główną rolę grają
Shawn Mendes oraz Holland Roden. Opowiadanie zawiera wulgaryzmy i (miejscami) brutalne sceny.
Fabuła jest oparta na piosence Shawna Mendesa Treat you better i teledysku do niej. Więcej informacji w odpowiedniej zakładce.


Update

[27.01.17]

Rozdział 7 dodany, zachęcam do czytania i komentowania! ;)

Rozdział 8 przewidziany na połowę lutego, w okolicach 11/12 (no, chyba że napiszę szybciej, a pod 7. będą co najmniej cztery komcie, to dodam szybciej).

Zrobiłam też ankietę dotyczącą moich opowiadań i ogólnie pisania, jest anonimowa, więc kto chce odpowiedzieć na kilkanaście pytań, to zachęcam! KLIK

Obrazek w nagłówku znaleziony w Google Images.

Obserwatorzy

Archiwum

Statystyka

7. poczuł, że znów jest we właściwym miejscu

||

dzisiejszy rozdział dedykuję
Babeczka z kubeczka
Mrs. Minnie Mous
Paolix


Zrozpaczona Holland desperacko wcisnęła dzwonek. I jeszcze raz. Usłyszała przytłumione przez drzwi odgłosy kroków, a potem te się otworzyły. Stała za nimi zdziwiona mama Shawna.
— Czy ja... zastałam Shawna? — zapytała słabo.
Kobieta zmarszczyła brwi i obrzuciła Holly uważnym spojrzeniem. Otworzyła szerzej drzwi i zaprosiła dziewczynę do kuchni.
— Siadaj, naleję ci lemoniady, robiłam ją rano.
Holland posłusznie usiadła przy stole, na miejscu, które można było już określić jej — siadała tu zawsze.
— Holland, co się dzieje? — zapytała kobieta, stawiając przed rudą wysoką szklankę z lemoniadą i podając pomarańczową słomkę. — Dawno cię tu nie było, Shawn jest jakiś... nieswój. Ty wcześniej płakałaś.
— Widać?
Mama kiwnęła głową, po raz kolejny uważnie patrząc na jej zaczerwienione i lekko podpuchnięte oczy. Delikatny ślad po siniaku taktownie przemilczała — Holland nie miała ojca, a Shawn nie był zdolny do takiego zachowania. Pomyślała więc, że dziewczyna zwyczajnie się uderzyła.
— Pokłóciliście się — stwierdziła po chwili. — A że oboje nie potraficie bez siebie żyć, robią się z was takie wraki.
— Nie do końca... Bo to wszystko moja wina — powiedziała Holly łamiącym się głosem, a następnie wybuchła płaczem, chowając twarz w dłoniach, opartych łokciami na stole. — Bo to ja...
Zaskoczona pani Mendes wzdrygnęła się, w reakcji na zachowanie dziewczyny.
— Holly... — zaczęła ostrożnie, ale w tym samym czasie drzwi frontowe otworzyły się i zamknęły z trzaskiem. — Shawn, kochanie, to ty?
— Nie, mój brat bliźniak. — Usłyszała sarkastyczne prychnięcie i szamotaninę, gdy chłopak zdejmował buty i odkładał pęk kluczy na szafkę.
Zapłakana Holland próbowała się szybko uspokoić. Wytarła dłońmi policzki, zbierając z nich gorzkie łzy. Gdy Shawn stanął w wejściu do kuchni i zobaczył przyjaciółkę, zatrzymał się w pół kroku.
— Roden?
Był zły na siebie, że głos tak mu się zatrząsł.
Dziewczyna podniosła się nieśmiało z krzesła i wciąż powstrzymując szloch, spojrzała na jego twarz, gdzie majaczył lekki uśmiech, na jej widok — jakkolwiek wstrząsający by był. Bez namysłu podeszła do niego i przytuliła policzek do jego piersi, obejmując go w pasie, a on odwzajemnił uścisk.
Shawn rzucił mamie zaskoczone spojrzenie, ale ona pokręciła jedynie głową i wzruszyła ramionami. Bezgłośnie, bo jedynie poruszając ustami, przekazała mu, że nie zdążyła się niczego dowiedzieć.
— Holly, kochanie, chodź. Pójdziemy do pokoju, albo na taras. Gdzie byś wolała?
Wymruczała w jego koszulkę coś niezrozumiałego, więc chłopak zadecydował za nią i pociągnął w stronę schodów. Mama odprowadziła ich smutnym wzrokiem, a potem pokręciła głową.
— Czemu ludzie nie potrafią dziś otwarcie mówić o uczuciach? — mruknęła pod nosem i nalała sobie kolejną szklankę lemoniady.


— Może jeszcze jedną chusteczkę? — zaproponował ze złośliwym uśmieszkiem Shawn.
Holland obrzuciła go morderczym spojrzeniem, po czym wyrwała mu z dłoni białą chusteczkę, bo ponownie wytrzeć opuchnięte oczy. Powoli się uspakajała. Opanowała szloch i łzy, ale razem z tym przyszła świadomość, że wciąż ma niewyjaśnioną sprawę z przyjacielem. Poczucie wstydu i złości na samą siebie było jednak na tyle wielkie, że blokowało jej zdolność wyduszenia z siebie choćby słowa.
Siedzieli w jego pokoju — ona opierała się plecami o ścianę, on przysiadł na brzegu, wciąż niepewny, jak powinien ją traktować. Było jasne dla obojga, że coś się popsuło, więc taka bezpośredniość jak zawsze wydawała się Shawnowi nie na miejscu. W końcu dziewczyna odezwała się niepewnie.
— Przepraszam...
Spojrzał na nią uważnie.
— Nie przepraszaj, najwyraźniej naprawdę potrzebowałaś się rozkleić.
Posłał jej niewyraźny uśmiech. Holland pokręciła głową.
— Nie o to mi chodzi, głupku. Przepraszam za ostatnie dni. Że się nie odzywałam. Ja po prostu... Bo Justin... — zaczęła się mieszać.
— Nie szkodzi — skłamał.
Poniekąd przestał mieć nadzieję, że Holly wróci. Jej brak doskwierał mu tak mocno, że czuł, jakby wraz z jej odejściem tamtego dnia, odeszła też cząstka jego samego.
— Ale Justin... — Próbowała się tłumaczyć.
— Nie chcę słuchać o Justinie — przerwał jej ostrym tonem.
Wzdrygnęła się — Shawn rzadko się denerwował. Był raczej osobą spokojną.
— Nie gniewaj się — rzucił do chwili. — Po prostu nie trawię tego...
Powstrzymał się. Czuł, że obrażając chłopaka swojej najlepszej przyjaciółki, może zepsuć coś jeszcze. Jej pojawienie się w jego domu było dla niego niemałą nadzieją na naprawę tego, co powstało przez tyle miesięcy.
— Przyszły pocztą bilety na koncert — powiedział po chwili dłuższego milczenia. — Dalej chcesz jechać? Jeśli nie to zrozu...
— Tak! — przerwała mu w połowie słowa. — Chcę. Boże, Mendes, proszę, daj mi się wytłumaczyć.
Złapała go za dłoń i mocno splotła swoje palce z jego. Kiwnął głową.
— Przez kilka dni, odkąd się ostatnio widzieliśmy, Justin ciągle mnie gdzieś zabierał — tłumaczyła, pomijając fakt, że głównie były to imprezy, których nienawidziła i podczas których Justin chlał z kumplami, a ona męczyła się, dotrzymując mu towarzystwa. — A potem, no rozumiesz... Nie odzywałeś się, ani ja do ciebie. I po tych intensywnych dniach z Averym ja... Po prostu nie miałam dla ciebie czasu, a potem było mi trochę głupio, bo wiedziałam, że jesteś na mnie zły. Nawet wściekły. Więc bałam się odezwać.
Odwróciła wzrok. Shawn uścisnął jej dłoń, dodając otuchy.
— Najważniejsze, że w końcu przyszłaś.
Uśmiechnął się szczerze — chyba po raz pierwszy od dwóch tygodni. Holland odwzajemniła uśmiech. Odetchnęła z ulgą. Naprawiła to. A przynajmniej była na dobrej drodze, by naprawić to, co zepsuło się w ciągu ostatnich dni.
Znów zareagowała automatycznie. Przesunęła się na łóżku i przytuliła go, opierając głowę na jego ramieniu. Shawn oparł policzek na czubku jej głowy i poczuł, że znów jest we właściwym miejscu.
Nie wiedział tylko, na jak długo.



Przepraszam za tak długą nieobecność, miałam pisarskie załamanie nerwowe. XD Znów rozdział krótki, ale był potrzebny. Myślę, że w kolejnym będzie już znacznie ciekawiej i postaram się, by był też dłuższy. A póki co, komentujcie i motywujcie. :)
Przeczytałeś? Skomentuj! ;)

4 komentarze

  1. Dziękuję ślicznie za dedykację :) Nawet nie wiesz jakie było moje zdziwienie widząc swój nick. Musiałam przeczytać aż dwa razy, żeby do mnie dotarło ;) Na wstępie przepraszam, że komentuję dopiero teraz, ale nieznalazłam wcześniej czasu na wpadnięcie tutaj. Również nie widziałam na facebooku żadnych wieści o nowym rozdziale, mogło mi gdzieś umknąć. A teraz wracając do właściwej wypowiedzi. Nie wiem jak to robisz, ale znów idealnie wpasowałaś się w moje emocje. Mam niedosyt po tym krótkim poście, jednak był tak piękny, że wybaczam :D Holl i Shawn się pogodzili i oby ten spokój trwał jak najdłużej, bo moje serduszko krwawi czytając przygnębione myśli Shawn'iego. Zastanawiam się co ciekawego wymyśliłaś na kolejny post. Dodawaj go jak najszybciej. Czekam z niecierpliwością i pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za dedykację <3 Czekam na kolejny :D Mam nadzieję, że będzie już niedługo;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Super!!!! Dodawaj częściej!!

    OdpowiedzUsuń